Pink Floyd – The Endless River

wpis w: komentuję | 0

Zaczęło się koncertem SPARE BRICKS – A PINK FLOYD TRIBUTE BAND

Pełna sala, na widowni dojrzali (niektórzy bardziej) fani PINK FLOYD, chociaż nie brakowało także młodych ludzi.
Koncert przygotowany ciekawie, aranżacja utworów czasami dyskusyjna (damski vocal), ale całość sprawiła bardzo pozytywne wrażenie.
Coverowe granie chociaż na chwilę i w pewnym stopniu przeniosło w klimaty i muzykę legendarnej grupy PINK FLOYD.
Ale było jeszcze coś tego dnia…

Premiera nowej płyty PINK FLOYD „The Endless River”
materiał na długo oczekiwaną płytę zespołu pochodził z nagrań sesyjnych z 1994, gdy grupa pracowała nad „The Divison Bell”. Mówi się, że „The Endless River” to hołd i poświęcona jest pamięci Richarda Wrighta – wieloletniemu klawiszowcowi PINK FLOYD.
Zawartość płyty dyskusyjna. Materiał typowo instrumentalny, jednak w charakterystycznym brzmieniu grupy. Trudno powiedzieć, aby utwory tworzyły  jakąś historię czy całość, raczej każdy utwór należy traktować indywidualnie. Brakuje charakterystycznego wokalu, jednak klasyczne brzmienie klawiszy i partii gitarowych rekompensuje to w pewnym stopniu. Trudno oczekiwać podobieństw i porównywać do płyt typu „
The Dark Side of the Moon” czy „The Wall”.
Niektórzy twierdzą, że to pożegnanie zespołu w marnym stylu. Mam nadzieję, że tak jak tytułowa rzeka płyty, tak twórczość PINK FLOYD jest nieskończona.

Czy płyta była warta wydania? Zdecydowanie tak. Trio Gilmour, Mason i Wright (z fantastycznie brzmiącymi klawiszami) to bez wątpienia dobra, sprawdzopna mieszanka.

Płytę PINK FLOYD „The Endless River” polecam.
Dla fanów PINK FLOYD, jako ciekawostka twórczości grupy i kolejna płyta do kolekcji zespołu.
Dla krytyków, jako świetny materiał na szukanie dziury w całym.

screen-shot-2014-09-24-at-1-04-42-pm

with_us_mail_signature_2

 

Zostaw Komentarz